Przejdź do głównej zawartości

Posty

Moje piekielne kręgi

  Mam wrażenie, że każdy z nas w jakimś momencie w życiu przechodzi przez piekło. Inaczej - wydaje się, że przechodzi przez piekło, bo potem okazuje się, że to tylko przedsionek. Później jest tylko gorzej.  Dante wyszedł z ciemnego lasu i delikatnie przerażony, z Wergiliuszem wędrował po piekle i czyśćcu. Zanim dostał się do nieba, widział rzeczy, których nie da się odzobaczyć. Doświadczył czegoś poza swoim pojmowaniem. Mój drogi Dante... Zapraszam do mojego świata. Choroba Prędzej czy później dopadnie ciebie lub twoich bliskich. Nie ma co się oszukiwać - czas nas posuwa. Najpaskudniej jak się da. Możesz dbać o swoje ciało, ćwiczyć, zdrowo się odżywiać. I tak ktoś z Twoich bliskich lub znajomych odejdzie za wcześnie. Bo dla niektórych zawsze jest za wcześnie. Część osób stanie się zależna od innych. Szybciej niż planowała. Co wtedy? Jak sobie z tym poradzić? Trzeba ułożyć sobie w głowie to, że jesteś tutaj tylko raz. Nikt nie wie, czy istnieje jakieś "jutro". Więc nie odkłada...
Najnowsze posty

Trudne końce, ciężkie początki

Nie będzie o tym, że "nowy rok, nowa ja". Jeśli kolejny rok ma być taki jak ten, który właśnie mija, to poproszę o nowy układ nerwowy. Bebechy też można wymienić - korozja postępuje, organizm "dziękuje" za ostatnie lata. Nie mam siły kończyć. Nie mam siły też czegokolwiek zaczynać. A już szczególnie nowego etapu. W 2025 zdałam sobie sprawę z tego, że jestem jakaś pancerna. Ktoś na górze zdaje sobie z tego sprawę i bezczelnie mnie testuje. Mam wrażenie, że kiedy wstaję rano mój anioł stróż rzuca tekst "je**niutka, nie dała się, nadal jej się chce". Koniec. Wszystkiego Od 11 stycznia nie miałam siły pisać. To, co się działo w ostatnim roku, nie pozwalało usiąść i na spokojnie zebrać myśli. Jeśli nie kończyłam związku -chorowałam. Jeśli żadna z poprzednich opcji nie miała miejsca - ktoś umierał.  Praca. Praca mnie uratowała i piszę to z całą odpowiedzialnością. Praca mnie nie zdradza, nie oszukuje. Widzę jej efekty. Czuję sprawczość. Jest ze mną, po prostu. C...

Odpowiedzialność za oswojone

Nie, nie będzie o oswajaniu lisa. Nie znam się na tym. Trudno mi oswoić siebie, a co mówić dzikie zwierzę. Są od tego specjaliści. Na przykład mali, złotowłosi chłopcy. Ale dziś nie o tym. Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś. Jesteś - i co z tego? No dobra, brzmi brutalnie. Ale... Ile osób egzystuje w Twoim najbliższym otoczeniu? Czyją bliską osobą jesteś? I czego od tego kogoś oczekujesz? Warto wystartować z tym pytaniem i zadawać je sobie ilekroć masz ochotę jebnąć tym wszystkim i wyjechać w Bieszczady. Żyjesz tak jak inni ludzie. Jeśli trzymasz kogoś blisko siebie, być może mimo woli, w jakiś sposób nawiązujesz pewną więź. I nawet jeśli ta osoba zrobi coś parszywego, nadal się znacie. Czy chcesz czy nie. Zresztą - możesz próbować usunąć kogoś ze swojej przestrzeni. Zablokować na Instagramie. Facebooku. Tylko niestety, nie skasujesz nikogo ze swojej głowy. I jeśli owa parszywa rzecz się zadzieje, dzieje się w pewien sposób w tobie. Gdzieś tam głęboko.  Niechciana odpowiedzia...

Ciężkie powroty

Odhaczyłam w życiu kilka ciężkich powrotów - do byłych partnerów, zawodów, nałogów... Niektórych żałuję szczególnie, za inne jestem sobie wdzięczna. Czy ogólnie warto wracać? Moim zdaniem tak. Chociaż... To zależy. Lubię wracać tam, gdzie byłam już... Wychodzenie ze strefy komfortu. Blech. Nie lubię. Tzn. inaczej - nie robię tego pod wpływem owczego pędu. Sama z siebie nie raz opuszczałam ją niejako wrzucona w jakąś sytuację, w trakcie której cierpiały osoby postronne. Jakoś źle mi się kojarzy. Lubię ciepełko swoich doświadczeń. Grzeję się w blasku sukcesów, rozpalam ich ogień drewienkami porażek. Ale nie mam potrzeby zaiwaniać i co tydzień robić czegoś nowego, bo zmiana jest dobra, ble, ble ble. No jest. Ale nic na siłę. Ta sama rzeka Dostrzegam błąd logiczny w stwierdzeniu o wchodzeniu do tej samej rzeki. Rzeka nigdy nie jest taka sama. Zmienia się kształt jej koryta, nurt wody, te sprawy. Więc powracając do osoby/sytuacji, nigdy nie będzie ona 1:1 taka jak przedtem.  Wracając do...

Czemu on nie odpisuje?

Wokół tego tematu kręci się mnóstwo podcastów. Postów na Facebooku. Instagramie. I tak dalej. Teraz ja zabiorę głos. Bo niby dlaczego nie? Pisaliście, poznawaliście się, no prawie doszło do spotkania. Ale nagle, z dnia na dzień wszystko się urwało. Cisza. Przy odrobinie szczęścia delikwent lub delikwentka wracają po kilku dniach i przepraszają. Że zapracowani, że nie mieli do tego głowy, bo choroba, wypadek, przepracowanie i wyjazd. Bywa, że faktycznie sytuacje życiowe nie pozwalają na myślenie o randkowaniu. Dziś zastanowimy się nad tymi drugimi opcjami, wypieranymi ze świadomości. Bo przecież ludzie tacy nie są. Podręcznikowy/a atencjusz/ka Lubią być uwielbiani. piękni, młodzi, bogaci. Na początku znajomości, niby przypadkiem, zagajają o dobrze płatnej pracy, apartamencie i tym, gdzie możecie spędzić kolejne wakacje - o ile wybranek - którym jesteś (no kurwa masz farta) będzie grzeczny/a. Potrzebują potwierdzania własnej zajebistości. Bo niby dawno im nikt nie mówił/ pisał, że mają t...