Nie będzie o tym, że "nowy rok, nowa ja". Jeśli kolejny rok ma być taki jak ten, który właśnie mija, to poproszę o nowy układ nerwowy. Bebechy też można wymienić - korozja postępuje, organizm "dziękuje" za ostatnie lata. Nie mam siły kończyć. Nie mam siły też czegokolwiek zaczynać. A już szczególnie nowego etapu.
W 2025 zdałam sobie sprawę z tego, że jestem jakaś pancerna. Ktoś na górze zdaje sobie z tego sprawę i bezczelnie mnie testuje. Mam wrażenie, że kiedy wstaję rano mój anioł stróż rzuca tekst "je**niutka, nie dała się, nadal jej się chce".
Koniec. Wszystkiego
Od 11 stycznia nie miałam siły pisać. To, co się działo w ostatnim roku, nie pozwalało usiąść i na spokojnie zebrać myśli. Jeśli nie kończyłam związku -chorowałam. Jeśli żadna z poprzednich opcji nie miała miejsca - ktoś umierał.
Praca. Praca mnie uratowała i piszę to z całą odpowiedzialnością.
Praca mnie nie zdradza, nie oszukuje. Widzę jej efekty. Czuję sprawczość. Jest ze mną, po prostu. Cenię sobie wspólny czas.
Właśnie. Łapię się na tym, że praca zawiodła mnie w tym roku najmniej. I pies. I kot. Zu została wykluczona z tego grona - to kawałek mnie. Moja wersja 2.0. Niestety w sprawianiu problemów rodzicielce również. Nadal twierdzę, że mogę oddać za nią życie. Chociaż jedna stała część.
Ale ta słodzinka bywa irytująca tak samo jak ja w jej wieku. Czasem bardziej.
Moja mama potwierdza.
Co dalej
Kocham to pytanie. A raczej tekst rzucony w powietrze, kiedy siedzisz na zgliszczach własnej godności i świata, który właśnie runął. Ostatnia ściana, którą masz w zasięgu wzroku jest chwiejna- konstrukcja miała być mocniejsza- budowniczy zawiedli. Jak zwykle za mało spoiwa i słabe fundamenty. Życie.
Jeśli nadal wstaję, mam siłę na prysznic, przygotowanie do zdjęć, odrabianie lekcji i tłumaczenie Zu świata, ogarnięcie domu, psa i kota... To znaczy, że jeszcze żyję. Może nie jest tak źle. Albo robię to wszystko na autopilocie.
A jednak tu jestem. Piszę siedząc przy stoliku, patrząc na piękny, biały, sztuczny świerk. Jeszcze nie ubrany, bo dla mnie świętowanie Bożego Narodzenia tego roku to jakaś niedorzeczność. Obchodzenie go boli. Wwierca się w czaszkę jak najbardziej irytujący i niechciany dźwięk. Nie chcę go, ale nie mogę przed nim uciec.
Może jednak mogę...
Może właśnie dlatego dziś tu siedzę.
Może naprawdę pora postarać się o najlepsze pierwsze zdanie na 1 stycznia, otwierające Nowy Rok.
Może zacznę pracować nad nim już dziś...

Komentarze
Prześlij komentarz